Kokardkajami, czyli "wariatka"
Siemaa ;* Znajdziecie tu historię Justyny, bohaterki, która niedawno pojawiła się w opowiadaniu mojej kuzynki na blogu: http://onedirectionlife-opowiadanie.blogspot.com/ Mam nadzieję, że Wam się spodoba ;D
niedziela, 7 grudnia 2014
niedziela, 16 grudnia 2012
ROZDZIAŁ 8
Szłam długim, ciemnym korytarzem, słyszałam jak ktoś mnie
woła: „Justyna! Kochanie, słyszysz mnie?” Ale nie zwracałam na to uwagi. Po
chwili szybkiego marszu zaczęłam biec. Wreszcie zrobiło się jaśniej. To dzięki
latarniom, takim jak w metrze, rozmieszczonym co jakieś 150 metrów. Nie mogłam
się zatrzymać, a raczej nie chciałam. Przyciągało mnie białe światło, które
znajdowało się na końcu tunelu. Uświadomiłam sobie, że to ono jest moim celem.
Przyspieszyłam. Kiedy zabrakło mi tchu, przystanęłam na chwilę. Zmierzyłam
wzrokiem odległość od celu… Co? Jak to możliwe…? Być może nie biegłam tak
szybko, jak mi się wydawało… Ale… To i tak niemożliwe.
Cel znajdował się nadal w tej samej odległości, co na
początku. Właściwie, to nie zrobiłam żadnego postępu. Syzyfowa praca… Zaraz.
Dlaczego porównałam to do mitologii, której nie znoszę? Spojrzałam za siebie.
Wołanie ustało. Teraz czułam tylko jak przechodzi mnie zimny dreszcz. Dreszcz…
strachu? Za mną nie było nic. NIC. Totalna pustka. Metr za mną rozciągała się
gigantyczna przepaść. Nagle coś mnie ogarnęło. Nie mogłam się ruszyć. Chciałam
krzyczeć, ale nie mogłam, a raczej nie byłam zdolna i coś sprawiło, że chwilę
po tym nie czułam już tego takiej potrzeby jak wcześniej. Poczułam jak spadam…,
albo unoszę się w powietrzu. Nie byłam pewna nawet tych podstawowych odczuć.
Czy to naprawdę takie trudne odróżnić czy się spada czy unosi w powietrzu?
Wariowałam.
***
Czułam pustkę. Niczym nowo narodzone dziecko. W sumie, to
nawet gorzej. Nie miałam wspomnień. Myślałam, ale te myśli zaraz znikały. Nie
miałam świadomości. Krzyczałam. Kopałam. Wierciłam się. Czułam, że coś krępuje
mi ręce. Nie mogłam otworzyć oczu. I te głosy. Znów się odezwały. Dziwnie się z
tym czułam, ale to właśnie one dodawały mi otuchy. Sprawiały, że nie chciałam
już krzyczeć, chciałam się uspokoić. Głowa mi pękała. To było chore. Wtedy głos
powiedział:
-Nawet nie wiesz jak bardzo mi Cię brakuje… Gdybyś dała choć
jeden marny znak, że tu jesteś… Że mnie słyszysz, pamiętasz…
-Daj sobie spokój – odezwał się drugi głos. Bardziej
doroślejszy, nieprzyjemniejszy. Zezłościłam się. – Ona umrze. Nie ma szans na
przeżycie. Tyle przeszła… Nie wiem w ogóle, dlaczego tak bardzo Ci zależy, żeby
wróciła. Nawet nie będzie Cię pamiętać. Popadasz w długi, żeby utrzymywać trupa
przy życiu. Co jeśli odetną prąd i jakimś żałosnym zbiegiem okoliczności…
-Zamknij się – warknął znany mi głos.
Właściwie nie wiedziałam… Bo… Słyszałam go wtedy w
korytarzu, ale teraz czułam, jakbym go znała od lat. Chciałam, żeby drugi głos
sobie poszedł. Pragnęłam słyszeć tylko pierwszy, kochany głos. Cisza.
***
Nagle poczułam w sobie dziwną, obcą i siłę. Usłyszałam
jakieś pikanie. Nie dość rytmiczne, ale stabilne. Odważyłam się. Na początku
chciałam tylko poruszyć ręką, ale postanowiłam zrobić coś więcej.
-Proszę – usłyszałam znajomy głos.
Wtedy moja powieka drgnęła.
***
-Zwariowałeś!
-Mógłbym przysiąc, że otworzyła oczy. Ona się zbudzi. Będę
czekać…
*************************************************************
zawaliłam. przepraszam, że tak późno, żę tak krótko, ale tak mi jakoś weny zaczęło brakować i na dodatek zboczyłam trochę z toru XD pozdrowionka ;) <3
poniedziałek, 6 sierpnia 2012
ROZDZIAŁ 7
OCZAMI ALEXA
Stałem przed blokiem Justyny i zastanawiałem się czy wejść, kiedy dostałem od niej smsa. Postanowiłem porozmawiać z Justin przez telefon. Powiedziała, że chce spróbować… Wtedy już się nie wahałem. Poszedłem prosto do jej mieszkania.-Napijesz się czegoś? – zapytała.
Byłem tak bardzo szczęśliwy. Miałem ochotę na drinka i choć Jus nie pije, dla mnie zrobiła wyjątek. Nie chciałem mieć na nią złego wpływu, ale z drugiej strony, to był tylko mały drink… Zaproponowałem, żebyśmy oglądnęli film. Justyna znalazła jakiś horror, ale po godzinie oglądania zauważyłem, że to był zły pomysł. Przytuliłem ją i chciałem pocałować, ale ona była pierwsza! Nie sądziłem, że Jus tak szybko o wszystkim zapomni i będzie jak dawniej , a nawet lepiej, bo naprawdę. Całowaliśmy się na leżąco, a kiedy już nad sobą zapanowałem, zacząłem się śmiać. Justyna do mnie dołączyła. Byliśmy trochę pijani.
OCZAMI JUSTYNY
-To mój tata! – powiedziałam i dałam Alkowi znak, żeby się schował.Pobiegłam do drzwi.
-Hej tatku, ale mnie przestraszyłeś.
-Cześć słonko. Ja?
-No… Oglądałam horror i wiesz… drzwi, które same się otwierają…
-Nie oglądaj ich więcej – mrugnął okiem.
Przeszliśmy do salonu. Na szczęście Olka już nie było.
-Chyba pójdę do siebie – ucałowałam ojca w policzek i poszłam do swojej sypialni.
OCZAMI ALEXA
-To mój tata – powiedziała Justyna trochę przerażonym głosem.Zacząłem szukać jej pokoju. Najpierw wpadłem do sypialni jej ojca, ale za drugim razem trafiłem do zakątka Jus. Był to skromny pokoik, ale za to przytulny. Kremowe ściany, na jednej tapeta w czerwone róże. Białe meble, toaletka i łóżko. Pościel w czerwone kwiaty. Była też niewielka, kremowa sofa. Usiadłem na niej wygodnie i czekałem na moją dziewczynę. Po chwili się pojawiła.
-Uff… - zamknęła z ulgą drzwi.
OCZAMI JUSTYNY
-Chyba musisz tu przenocować. Tata zwykle chodzi do kościoła na 7:00, więc wtedy spokojnie będziesz mógł wrócić do domu – poinformowałam Olka.-Ok. Napiszę mamie smsa, że śpię u kolegi.
-Heh. Fajny ze mnie kolega, nie ma co.
-Najlepszy – przytulił mnie.
-Śpisz na kanapie – odsunęłam się od niego.
-Tak, wiem – uśmiechnął się do mnie szeroko. – To… Co robimy?
-Masz – rzuciłam mu koc i małą poduszkę, które wydobyłam z szafy.
-Dzięki.
-Jestem trochę zmęczona… - przerwałam, bo Alex zaczął mnie całować.
-Dobranoc – powiedział kiedy już przerwaliśmy.
-Dobranoc kochanie.
Długo leżałam i nie mogłam zasnąć. Alex już chyba spał, albo udawał. Zasnęłam dopiero coś po północy.
***
Obudziłam się o 7:45. Alka już nie było. Na sofie leżał poskładany koc, poduszka i jakaś kartka. Pisało na niej: „Dzięki za wspaniały wieczór i noc. Twój tata wyszedł już do kościoła, a Ty spałaś i nie chciałem Cię budzić. Spotkajmy się zaraz po Mszy św. wieczornej. Twój Alex ;* <3”
***
Nie miałam pomysłu na tamtą niedzielę. Po długich rozmyślaniach postanowiłam odnowić kontakty z Jane i Angi. Bardzo mi ich brakuje. Miałam w telefonie zapisane ich numery, ale podejrzewałam, że już dawno zmieniły. Otworzyłam laptopa i spróbowałam połączyć się z Jane przez Skype’a. Wyglądało na to, że też surfowała w Internecie. Na ekranie monitora pojawiła się jej sylwetka.-Jejku! Jane! Nic się nie zmieniłaś! – powiedziałam zdumiona.
-Justyna?
-Tak, nie poznajesz mnie?
-Justin! Hi! Wow… You don’t know… Znaczy się, nawet nie wiesz jak za Tobą tęsknimy razem z Lilly.
-Where is she? Heheh, gdzie ona?
-Czekaj! Zaraz do niej napiszę – usłyszałam jak Janka klika. – Jus! Jak Ty się zmieniłaś! Schudłaś!
-No wiesz, wzięłam się w garść.
-A my z Lilly nadal szalejemy. Jakoś nie zależy mi na wyglądzie.
-No… wiesz. Mam chłopaka i muszę jakoś przy nim wyglądać.
-Serio?! Ja nie mogę! Kurde! Muszę przyjechać kiedyś do Polski.
-Koniecznie! A co tam u Was słychać?
-Londyn! – krzyknęła. – Nom. Chciałyśmy się z Tobą już wcześniej skontaktować, ale nie odpisywałaś na smsy i pomyślałyśmy, że zmieniłaś numer…
-A właśnie. Podaj mi swój i Angi – sprawnie zmieniłam temat, nie chciałam wracać do przeszłości.
-Okej, wyślę Ci przez Skype’a tekstem.
-Dzięki.
-A Ty wyślij mi Twój.
-Już.
-To teraz smsujemy. Heh.
-Heheh – ucieszyłam się, że odzyskałam przyjaciółki.
-Jaki on jest? Jak ma na imię?
-Mój chłopak? To Alex. Jejku… Mam Ci tyle do opowiedzenia.
-Dajesz. Mam dużo czasu – usłyszałam w tle Angi. – O! Lilly już przyszła.
-Justin! – Angi ucałowała kamerkę. – Vas happenin? – spojrzała na Jane, która udawała zirytowaną.
-Listen! Justyna właśnie opowiada o Alexie, jej chłopaku.
-O… - zatkało Angi.
-To mega przystojniak… - zaczęłam.
Opowiedziałam im wszystkie moje przygody. Począwszy od Tomka, przez spotkanie Alka, do dnia dzisiejszego. Oczywiście nie ominęłam Sylwii. Poprosiły o numer telefonu do niej, a ja napisałam smsem do Szylwusia numery Janki i Angeli. Potem one mówiły mi o tym jak planowały wejść na koncert 1D bez biletów (miały kupić, ale się wyprzedały, no i oczywiście im się to nie udało). W ogóle opowiedziały mi większość swoich wybryków. Siedziałam przed laptopem dobre 4 godziny.
-Sorka dziewczyny, u mnie 17:00 i muszę się zbierać do kościoła.
-Ach, no tak. A potem randka… - powiedziała Lilly i obie z Jane się zaśmiały.
-Jej! Nawet nie wiesz jak Ci zazdroszczę – powiedziała Janina. – Ja chcę do Polski.
-Ja też! – poparła Angi.
-A ja do Londynu… - powiedziałam. – Zabrałabym ze sobą Alka. Heheh.
-Ok. To papa. Szykuj się, szykuj – powiedziała Lilly.
-Buziaczki – wysłałam im całuski.
-Papapa – powiedziały równocześnie i pomachały.
Zamknęłam komputer i poszłam do łazienki. Nałożyłam maleńką warstwę pudru, trochę różu na policzki, eye-liner, tusz i błyszczyk. Potem ubrałam białą bokserkę i kremową spódnicę od pasa do pół uda. Założyłam czarne baleriny, wzięłam torebkę na długim rzemyku w tym samym kolorze i szary sweterek. Kiedy byłam gotowa, zostało mi 20 minut. W sam raz na dojście do kościoła. Mieliśmy się spotkać na miejscu, ale kiedy wyszłam przed blok ,Olek już tam czekał.
-A Ty co tu robisz? – zażartowałam.
-Cześć kochanie – pocałował mnie.
Całą drogę trzymaliśmy się za ręce… W kościele też. Staliśmy z tyłu.
***
Kiedy wyszliśmy ze świątyni, poszliśmy do jakiejś restauracji.-Dlaczego chciałeś się spotkać w kościele? Drink i kościół? Trochę dziwne połączenie.
-Wczoraj byłaś pijana. Nie wiem, czy pamiętasz, ale o mało nie wylądowaliśmy w łóżku.
-Pamiętam, że oglądaliśmy film, a potem przyszedł mój tata i musiałeś spać na sofie.
-A pomiędzy filmem i tatą dużo się działo… Nie chcę mieć na Ciebie złego wpływu…
-Nie masz.
-Nie pijesz, a wczoraj…
-Sama chciałam – położyłam palec na jego ustach.
-Koniec z piciem. Ty nie pijesz, to ja też – ujął moją dłoń.
-Nie chcę Cię ograniczać…
-Sam tego chcę – pocałował mnie.
Zjedliśmy kolację, a potem poszliśmy do Alka. Przedstawił mnie swoim rodzicom i zaprowadził do pokoju.
-Masz miłych rodziców. Znaczy… Mamę i ojczyma…
-Mój tata już dawno wyjechał do Ameryki. Założył tam nową rodzinę. O mnie i mamie pewnie już nie pamięta… Ale Derek jest fajniejszy. To mój najlepszy przyjaciel. Mówię mu wszystko.
-To masz fajnie. Ja dopiero dziś odnowiłam kontakt z moimi przyjaciółkami. Z tatą nie pogadam, mama daleko stąd, więc do tej pory wszystko przemilczałam.
-Nie zazdroszczę. Ale… Teraz masz mnie… - zaczęliśmy się całować.
Później okazało się, że Alek kiedyś jeździł na desce. Dał mi kilka lekcji. Znalazłam też jego skate’ówkę. Robiliśmy wspólne fotki, dużo rozmawialiśmy… Teraz wiem o nim już chyba wszystko.
***
O 21:00 Olek odprowadził mnie do domu. Pocałowaliśmy się jeszcze na pożegnanie. To był długi całus. Kiedy już się od siebie odsunęliśmy, zobaczyliśmy, że obok nas stoi mój tata.-No już, dość tych czułości – powiedział.
-Do widzenia panu – rzekł Alek do taty. – Papa – posłał mi buziaka.
-Cześć – zrobiłam to samo.
******************************************************************************************************
trochę długo musieliście czekać na ten rozdział, ale zrozumcie - wakacje ;DD w sobotę jadę na Bieszczady i nie wiem, czy dodam przed, ale na pewno po ;) dzięki za komentarze i mam nadzieję, że nadal będziecie je umieszczać pod moim 'opowiadaniem' (jeśli można to tak nazwać^^) <3
środa, 25 lipca 2012
ROZDZIAŁ 6
Zaprowadziłam ją na „polanę marzeń”.
-O kurde! Jak tu pięknie!
-Prawda?
Rozłożyłyśmy bluzy i usiadłyśmy na nich.
-To o co chodzi z tym Olkiem?
-Bo… Wczoraj właśnie w tym miejscu mnie pocałował…
-I co? Przecież całujecie się od dawna.
-Ach… To nie tak jak myślisz.
-Ty coś ukrywasz?
-Alex nie jest i nigdy nie był moim chłopakiem. To wszystko to była jedna, wielka ściema – wyjaśniłam.
Sylwia lekko uchyliła usta ze zdziwienia.
-To był mój pomysł… - kontynuowałam. – Durnowaty z resztą.
-Okej… - wreszcie przemówiła. – Ale? Nie rozumiem.
-Bo Tomek, ten z naszej klasy… - zaczęłam. – Chodziłam z nim w gimnazjum, ale potem „zrobiliśmy sobie przerwę”. Teraz się narzuca.
-I pomyślałaś, że lepiej byłoby gdyby myślał, że jesteś zajęta?
-Było lepiej…
-No dobra, ale po co udawaliście przed wszystkimi? Nawet Twój tata myśli, że chodzicie.
-Olek mnie do tego namówił… Stwierdził, że „tak będzie bezpieczniej”.
-A wczoraj?
-Wczoraj byliśmy sami… A i tak mnie pocałował.
-Podobało Ci się, co? – podpuściła mnie.
-No może troszeczkę – zarumieniłam się.
-Nawet nie wiesz jak Ci zazdroszczę. Mega przystojniak z klasy Cię pocałował, tak na serio…
-Ej! Zdaje się, że masz chłopaka.
-No wiem – zaśmiałyśmy się.
-Ale to jeszcze nie koniec…
-Nie… No mów.
-Dzisiaj spóźniłam się tylko dlatego, bo Alex zatrzymał mnie, żeby powiedzieć mi, że mnie kocha…
-O kurde.
-Chciał, żebym dała mu szansę, ale nie wiem czy mogę drugi raz mu zaufać… Zniszczył naszą przyjaźń.
-Kobieto! Chłopak, który może mieć każdą dziewczynę na zawołanie zakochuje się akurat w Tobie, a Ty myślisz tylko o przyjaźni?!
-A co jak zrobi tak samo co Tomek? Nie chcę drugi raz tak cierpieć…
-Zapomnij o Tomku. Alek jest inny, daj mu szansę.
-Skąd wiesz, że jest inny? A może jest właśnie taki sam jak Tom.
-Nie sądzę – wstała i otrzepała swoją bluzę. - A Ty się o tym nie przekonasz jak nie spróbujesz. Chodźmy już, jestem głodna.
-Masz rację.
-Też jesteś głodna?
-Nie, co do Olka.
-Wiem.
-Skromna to Ty nie jesteś.
Popatrzyła na mnie spod byka i obie wybuchłyśmy śmiechem.
-To co… Zamawiamy pizzę? – zapytała Sylwia.
-Yhym. Małą, bo ja dużo nie zjem.
-Oke.
Sylwuś zamówiła małą Lastradę.
-Smaczna – powiedziała.
-Nom, moja ulubiona – oznajmiłam.
-Moja!
Znów wybuchłyśmy śmiechem. Pierwszy raz odkąd Jane i Angi wyjechały tak dobrze się bawiłam. Z Olkiem też nie było źle, ale z przyjacielem jest całkiem inaczej niż z przyjaciółką.
-Hej Jus (czyt. Dżas). Dostałem smsa… - Olek wydawał się szczęśliwy jak nigdy.
-Opowiedziałam wszystko Sylwii, a ona przekonała mnie, żebym spróbowała…
-Kocham Cię, wiesz?
-Tak, wiem. Ja Ciebie chyba też…
-Chyba? – posmutniał.
-Bardziej jak przyjaciela… Musisz mnie do siebie przekonać.
-To będzie proste – poweselał.
-Nie bądź tego taki pewien.
-To… Masz chwilkę?
-Teraz?
-No…
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Czyżby tata wcześniej wrócił?
-Zaczekaj, za chwilę oddzwonię – rozłączyłam się i pobiegłam otworzyć drzwi. Trochę się zdziwiłam, bo tata ma przecież swoje klucze.
-Alek? – oniemiałam.
-Przechodziłem obok, kiedy rozmawialiśmy przez telefon i pomyślałem, że wpadnę.
-Wchodź… Napijesz się czegoś?
-Może drinka?
-Żartujesz?
-Heheh, ale poważnie, napiłbym się.
-Kiedy pierwszy raz piłeś?
-W drugiej klasie gimnazjum. Koledzy mnie namówili.
-Gówniarzu! – zaśmialiśmy się.
-A Ty nie pijesz?
-Nie. Jakoś mnie to nie kręci.
-Fajnie tak czasem wypić.
-Zaczekaj chwilkę.
Poszłam do kuchni. W szafce znalazłam trochę wódki i colę. Nalałam dosłownie po kropelce alkoholu do szklanek i zalałam gazowanym napojem. Wrzuciłam jeszcze po dwie kostki lodu. Wódkę odstawiłam na miejsce, żeby tata nie zauważył.
-Proszę.
-Dzięki – napił się łyka. – A jednak zrobiłaś drinka?
-Masz na mnie zły wpływ – też się napiłam. – Fu! Jak można to pić?! Łee…
-Nie żartuj.
Wypiłam wszystko duszkiem i mocno się skrzywiłam.
-Ej, ej, ej! Nie szalej, co? Nie mam ochoty tłumaczyć się przed Twoim ojcem.
Olek wypił swojego drinka i umył starannie szklanki. Dałam mu miętówkę, sama też zjadłam.
-Co teraz robimy? – zapytałam.
-Może… Oglądamy film?
-Okej. Ostatnio pożyczyłam horror, „Oczy Julii”.
-Pasuje.
Pogasiłam światło w całym domu i włączyłam TV. Alex do odtwarzacza DVD włożył płytkę i usiedliśmy oboje na sofie.
-Długi ten horror? – zapytał mój chłopak (już bez cudzysłowia).
-Dwie godziny.
-To chyba nie był dobry pomysł.
-Kocham horrory, ale zwykle oglądam je kiedy jestem w rozpaczy. Wtedy nic nie przeraża mnie bardziej niż własne nieszczęście.
Oli popatrzył mi prosto w oczy. Położył rękę na moim policzku. Przysunął głowę do mojej…
-Chyba jestem pijana – rzekłam.
Odsunęłam się, a potem zaczęłam go całować. Potem Alek delikatnie mnie odepchnął tak, że leżałam na plecach i opierając się rękami, żeby mnie nie przygnieść, dalej całował. Nigdy nie czułam się tak jak w tamtej chwili. Byłam trochę podekscytowana, przestraszona, zagubiona i głodna czułości. Może to przez tego drinka… Było ciemno, tylko telewizor dawał lekkie światło. Chwilę potem Alex położył się obok mnie i oboje zaczęliśmy się śmiać. Nagle usłyszałam jak drzwi się otwierają. To tata!
******************************************************************************************************
no więc tak... trochę się zaczyna dziać, ale nie myślcie sobie ;p heheh tak szczerze mówiąc nie wiem, co dalej z nimi robić :) wena przychodzi na bieżąco, a jak to przepisuję, to nie mogę uwierzyć, że JA to napisałam haha :DD dzięki za komenty :**
-O kurde! Jak tu pięknie!
-Prawda?
Rozłożyłyśmy bluzy i usiadłyśmy na nich.
-To o co chodzi z tym Olkiem?
-Bo… Wczoraj właśnie w tym miejscu mnie pocałował…
-I co? Przecież całujecie się od dawna.
-Ach… To nie tak jak myślisz.
-Ty coś ukrywasz?
-Alex nie jest i nigdy nie był moim chłopakiem. To wszystko to była jedna, wielka ściema – wyjaśniłam.
Sylwia lekko uchyliła usta ze zdziwienia.
-To był mój pomysł… - kontynuowałam. – Durnowaty z resztą.
-Okej… - wreszcie przemówiła. – Ale? Nie rozumiem.
-Bo Tomek, ten z naszej klasy… - zaczęłam. – Chodziłam z nim w gimnazjum, ale potem „zrobiliśmy sobie przerwę”. Teraz się narzuca.
-I pomyślałaś, że lepiej byłoby gdyby myślał, że jesteś zajęta?
-Było lepiej…
-No dobra, ale po co udawaliście przed wszystkimi? Nawet Twój tata myśli, że chodzicie.
-Olek mnie do tego namówił… Stwierdził, że „tak będzie bezpieczniej”.
-A wczoraj?
-Wczoraj byliśmy sami… A i tak mnie pocałował.
-Podobało Ci się, co? – podpuściła mnie.
-No może troszeczkę – zarumieniłam się.
-Nawet nie wiesz jak Ci zazdroszczę. Mega przystojniak z klasy Cię pocałował, tak na serio…
-Ej! Zdaje się, że masz chłopaka.
-No wiem – zaśmiałyśmy się.
-Ale to jeszcze nie koniec…
-Nie… No mów.
-Dzisiaj spóźniłam się tylko dlatego, bo Alex zatrzymał mnie, żeby powiedzieć mi, że mnie kocha…
-O kurde.
-Chciał, żebym dała mu szansę, ale nie wiem czy mogę drugi raz mu zaufać… Zniszczył naszą przyjaźń.
-Kobieto! Chłopak, który może mieć każdą dziewczynę na zawołanie zakochuje się akurat w Tobie, a Ty myślisz tylko o przyjaźni?!
-A co jak zrobi tak samo co Tomek? Nie chcę drugi raz tak cierpieć…
-Zapomnij o Tomku. Alek jest inny, daj mu szansę.
-Skąd wiesz, że jest inny? A może jest właśnie taki sam jak Tom.
-Nie sądzę – wstała i otrzepała swoją bluzę. - A Ty się o tym nie przekonasz jak nie spróbujesz. Chodźmy już, jestem głodna.
-Masz rację.
-Też jesteś głodna?
-Nie, co do Olka.
-Wiem.
-Skromna to Ty nie jesteś.
Popatrzyła na mnie spod byka i obie wybuchłyśmy śmiechem.
***
Weszłyśmy do pierwszej lepszej restauracji.-To co… Zamawiamy pizzę? – zapytała Sylwia.
-Yhym. Małą, bo ja dużo nie zjem.
-Oke.
Sylwuś zamówiła małą Lastradę.
-Smaczna – powiedziała.
-Nom, moja ulubiona – oznajmiłam.
-Moja!
Znów wybuchłyśmy śmiechem. Pierwszy raz odkąd Jane i Angi wyjechały tak dobrze się bawiłam. Z Olkiem też nie było źle, ale z przyjacielem jest całkiem inaczej niż z przyjaciółką.
***
Po obiedzie poszłyśmy do parku. Sylwia ciągle przekonywała mnie, żebym dała Alkowi szansę. Długo rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym. Do domu wróciłam około 19:00. Tata zaczyna pracę o 12:00, a kończy o 21:00, więc jeszcze go nie było. Postanowiłam napisać do Olka: „ok”. Po chwili usłyszałam piosenkę 1D pod tytułem „One thing”. Mam ją ustawioną jako dzwonek. To Alex. Odebrałam po pierwszej zwrotce.
ROZMOWA
-Cześć… - zaczęłam niepewnie.-Hej Jus (czyt. Dżas). Dostałem smsa… - Olek wydawał się szczęśliwy jak nigdy.
-Opowiedziałam wszystko Sylwii, a ona przekonała mnie, żebym spróbowała…
-Kocham Cię, wiesz?
-Tak, wiem. Ja Ciebie chyba też…
-Chyba? – posmutniał.
-Bardziej jak przyjaciela… Musisz mnie do siebie przekonać.
-To będzie proste – poweselał.
-Nie bądź tego taki pewien.
-To… Masz chwilkę?
-Teraz?
-No…
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Czyżby tata wcześniej wrócił?
-Zaczekaj, za chwilę oddzwonię – rozłączyłam się i pobiegłam otworzyć drzwi. Trochę się zdziwiłam, bo tata ma przecież swoje klucze.
-Alek? – oniemiałam.
-Przechodziłem obok, kiedy rozmawialiśmy przez telefon i pomyślałem, że wpadnę.
-Wchodź… Napijesz się czegoś?
-Może drinka?
-Żartujesz?
-Heheh, ale poważnie, napiłbym się.
-Kiedy pierwszy raz piłeś?
-W drugiej klasie gimnazjum. Koledzy mnie namówili.
-Gówniarzu! – zaśmialiśmy się.
-A Ty nie pijesz?
-Nie. Jakoś mnie to nie kręci.
-Fajnie tak czasem wypić.
-Zaczekaj chwilkę.
Poszłam do kuchni. W szafce znalazłam trochę wódki i colę. Nalałam dosłownie po kropelce alkoholu do szklanek i zalałam gazowanym napojem. Wrzuciłam jeszcze po dwie kostki lodu. Wódkę odstawiłam na miejsce, żeby tata nie zauważył.
-Proszę.
-Dzięki – napił się łyka. – A jednak zrobiłaś drinka?
-Masz na mnie zły wpływ – też się napiłam. – Fu! Jak można to pić?! Łee…
-Nie żartuj.
Wypiłam wszystko duszkiem i mocno się skrzywiłam.
-Ej, ej, ej! Nie szalej, co? Nie mam ochoty tłumaczyć się przed Twoim ojcem.
Olek wypił swojego drinka i umył starannie szklanki. Dałam mu miętówkę, sama też zjadłam.
-Co teraz robimy? – zapytałam.
-Może… Oglądamy film?
-Okej. Ostatnio pożyczyłam horror, „Oczy Julii”.
-Pasuje.
Pogasiłam światło w całym domu i włączyłam TV. Alex do odtwarzacza DVD włożył płytkę i usiedliśmy oboje na sofie.
-Długi ten horror? – zapytał mój chłopak (już bez cudzysłowia).
-Dwie godziny.
***
Film był straszniejszy niż się wydawało. Po godzinie oglądania miałam dość. Alex to zauważył. Ściszył telewizor i mnie przytulił.-To chyba nie był dobry pomysł.
-Kocham horrory, ale zwykle oglądam je kiedy jestem w rozpaczy. Wtedy nic nie przeraża mnie bardziej niż własne nieszczęście.
Oli popatrzył mi prosto w oczy. Położył rękę na moim policzku. Przysunął głowę do mojej…
-Chyba jestem pijana – rzekłam.
Odsunęłam się, a potem zaczęłam go całować. Potem Alek delikatnie mnie odepchnął tak, że leżałam na plecach i opierając się rękami, żeby mnie nie przygnieść, dalej całował. Nigdy nie czułam się tak jak w tamtej chwili. Byłam trochę podekscytowana, przestraszona, zagubiona i głodna czułości. Może to przez tego drinka… Było ciemno, tylko telewizor dawał lekkie światło. Chwilę potem Alex położył się obok mnie i oboje zaczęliśmy się śmiać. Nagle usłyszałam jak drzwi się otwierają. To tata!
******************************************************************************************************
no więc tak... trochę się zaczyna dziać, ale nie myślcie sobie ;p heheh tak szczerze mówiąc nie wiem, co dalej z nimi robić :) wena przychodzi na bieżąco, a jak to przepisuję, to nie mogę uwierzyć, że JA to napisałam haha :DD dzięki za komenty :**
sobota, 21 lipca 2012
ROZDZIAŁ 5
OCZAMI ALEXA
Słodka ta Justyna. Że też wcześniej na siebie nie wpadliśmy. Szkoda tylko, że tak uparcie trzyma dystans. No dobra, jesteśmy przyjaciółmi, ale chciałbym znaczyć dla niej coś więcej, być dla niej kimś więcej. Niby przyjaźń to połowa sukcesu, a dodatkowo udaję jej chłopaka. Przytulamy się, całujemy… Dla niej to nic nie znaczy. To tylko ustawka. Ciągle daję jej znaki, że mi się podoba, ale ona tego nie zauważa. Muszę zacząć działać.
***
Piątek. Idąc do szkoły zauważyłem Justyśkę.-Hej! Justin zaczekaj! – zawołałem.
Byłem parę kroków za nią. Justyna to wysoka, szczupła dziewczyna o piwnych oczach i długich, jasnobrązowych włosach. Podbiegłem do niej.
-O, cześć skarbie – dała mi buziaka.
-Masz jakieś plany po szkole?
-Myślałam, że Ty coś wymyślisz.
-No, właśnie… - zastanawiałem się, czy jej powiedzieć.
-Nie masz? No to mnie zaskoczyłeś, hehe.
-Mam… Ale to niespodzianka.
-Oj tam.
-Pójdziemy na spacer, a potem… To już musisz być cierpliwa.
-A gdzie na ten spacer?
-Niespodzianka – szepnąłem jej do ucha i pocałowałem w czoło.
***
Po szkole, tak jak obiecałem, poszliśmy na spacer. Zabrałem Justin w moje ulubione miejsce, na „polanę marzeń”. Mój tata wymyślił tę nazwę. Chodziliśmy tu kiedy byłem małym chłopcem i łapaliśmy motyle. Przyniosłem kosz z jedzeniem i koc, które wcześniej schowałem w domku na drzewie, niedaleko łąki. Kiedy zjedliśmy „obiad”, leżeliśmy na kocu brzuchami do góry. Justyna powiedziała, że jedna chmura przypomina oko. Zacząłem się z nią drażnić. Tak dla zabawy. Byliśmy ze sobą tak blisko, a jednak za daleko. Wcześniej zwyczajnie mi się podobała, ale teraz już wiem, że ją kocham. Kiedy się śmieje, kiedy płacze, a zwłaszcza kiedy się na mnie wkurza. Wtedy była tylko lekko zirytowana, ale to wystarczyło. Sam nie wiem kiedy ją pocałowałem. Okej… Może nie powinienem tego robić, ale naprawdę nie mogłem się powstrzymać. Już tyle razy zasmakowałem jej ust, lecz tym razem w powietrzu czuć było miłość. Wreszcie popuściła. Chciałem, żeby należała tylko do mnie, żeby mnie kochała, tak jak ja ją. Po jakimś czasie dopiero się od siebie odsunęliśmy.-Pójdę już – powiedziała Justin.
Chciałem ją odprowadzić, ale stwierdziła, że sama trafi. Uśmiechnęła się na pożegnanie i odeszła.
***
Położyłem się na kocu i o mało nie wyrwałem sobie włosów. Śmiałem się w głos. Ze szczęścia. Wreszcie odważyłem się na to, co już dawno pragnąłem zrobić.
OCZAMI JUSTYNY
NASTĘPNEGO DNIA
Na weekend nie miałam żadnych planów. Jane i Lilly nie było, a z Olkiem nie miałam ochoty gadać. Postanowiłam wyrwać gdzieś Sylwię. Zadzwoniłam do niej.
ROZMOWA
-Halo? Jus (czyt. Dżas)? – usłyszałam w słuchawce.-Hej Sylwuś. Masz jakieś plany na dziś?
-Hę… Miałam iść na basen z Konradem, ale się rozchorował.
-Znalazłabyś dla mnie chwilkę?
-No pewnie.
-Ok, to bądź za 25 minut pod szkołą.
-Dobra. Pa.
-Papa.
***
Była 10:06. Założyłam szybko stare rurki, naciągnięty biały T-shirt z wielką pacyfą z przodu, moje ulubione trampki, wzięłam pospiesznie baseball-ówkę i torbę.-Tato, wychodzę z Sylwią i nie wiem kiedy wrócę – wybiegłam z domu.
Szłam szybkim krokiem. Nagle poczułam dotyk na moim ramieniu. Odwróciłam się.
-Cześć… - to Alex.
-Sorka, śpieszę się – i ruszyłam dalej.
-Unikasz mnie – powiedział smutnym tonem, idąc za mną.
-Nie…
-Nie kłam. Nie odpisałaś na smsa, a teraz nie chcesz porozmawiać.
Zatrzymałam się nagle, tak, że on niechcący we mnie wszedł. O mało nie zaliczyłam gleby, ale Olek mnie złapał. Wydostałam się z jego objęć i oddaliłam o kilka kroków.
-Uważaj trochę, co?! – wybuchłam.
Po chwili milczenia odezwałam się.
-Przepraszam, po prostu się spieszę.
-Nie. To ja przepraszam. Za wczoraj.
-Zniszczyłeś naszą przyjaźń – powiedziałam tępym i smutnym głosem.
-Bo dla mnie przyjaźń to za mało. Ten udawany związek, te pocałunki, to przytulanie…
-W takim razie, czego chcesz?
-Ciebie. Kocham Cię. Proszę… Daj mi choć jedną szansę…
Po tych jego słowach odeszłam.
***
Sylwia czekała już pod szkołą.-Co tak długo?
-Sorka. Alex mnie zatrzymał.
-Dlaczego go nie wzięłaś? Poszlibyśmy razem na pizzę.
-Bo właśnie o nim chcę z Tobą porozmawiać…
-To gdzie idziemy?
-Chodź. Pokażę Ci ciekawe miejsce.
*******************************************************************************************************
no i następny ;) dzięki Wam za wszystkie komentarze i błagam, jak już wchodzisz to zostaw mały komentarzyk <3
czwartek, 19 lipca 2012
ROZDZIAŁ 4
-Justin wstawaj – usłyszałam szept ojca.
Otworzyłam oczy.
-Co się stało? – zapytałam rozespanym głosem.
-Za pół godziny musisz być gotowa. Dziś jest rozpoczęcie roku szkolnego.
-Eh… Może zdążę – wygramoliłam się z łóżka.
-Zrobiłem Ci śniadanie.
-Dzięki tatku.
Poszłam do łazienki i przemyłam twarz zimną wodą, aby się ożywić. Kiedy skończyłam poranną toaletę i zjadłam śniadanie, ubrałam prostą, białą koszulę z rękawem ¾ i czarną obcisłą spódnicę od pasa do pół uda, a także rozczesałam włosy i spięłam dawną grzywkę wsuwką. Do tego założyłam ciałowe sandałki na koturnie, wzięłam ciałową torebkę na długim rzemyku i wsiadłam do samochodu. Tata podwiózł mnie pod sam budynek liceum.
-Pa – rzuciłam i wyszłam z auta.
-Tylko grzecznie – tata puścił mi oczko.
Uśmiechnęłam się do niego promiennie i zamknęłam drzwi Zafiry.
-Życzę szczęścia – powiedziałam sama do siebie.
Podeszłam do nowego dyrektora, który położył na moim ramieniu wielką, czerwoną kredkę. Mówił coś, ale nie zrozumiałam co. Potem odebrałam od nowej wychowawczyni akt pasowania na ucznia. Gdy z uśmiechem na twarzy wracałam na swoje miejsce, potknęłam się. Zahaczyłam nogą o nogę i wylądowałam na podłodze. Niezła gleba! Wszyscy uczniowie zaczęli się śmiać. Puściłam buraka, totalna porażka! Nie zapomnę tego upokorzenia do końca życia! Myślałam, że spalę się ze wstydu. Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę. Nie ktoś, a raczej Alex. W tamtej chwili na sali zrobiło się cicho. Wszyscy na nas patrzyli. No może oprócz nauczycieli, którzy nadal zajmowali się pasowaniem na uczniów reszty pierwszoklasistów. Olek pomógł mi wstać, a potem objął mnie ramieniem i zaprowadził do ostatniego rzędu, tam oboje zajęliśmy miejsca. Jedna rzecz mnie zdziwiła – nie było Tomka. Czyżby zmienił szkołę? Jeśli tak, to przecież cała ta scenka z „moim chłopakiem” nie była potrzebna. Alek nie mógł tego wiedzieć, bo nigdy go nie widział.
Po akademii okazało się, że będę chodzić do klasy z Sylwią. To nasza dawna przyjaciółka. Znaczy moja, Jane i Angi. Chodziłyśmy razem do podstawówki.
-Jak się spisałem? – zapytał pod drzwiami mojego bloku.
-Super, ale nie było to konieczne.
-No tak… Nie było go.
-Nie. Skąd wiesz?
-Znam go z widzenia. Mieszka niedaleko mnie.
-Serio?
-Yhym. A ta scenka, uwierz mi, była konieczna.
-Bo dziwne byłoby to, że w jeden dzień nawet na siebie nie patrzymy, a w drugi się całujemy…
-No właśnie – uśmiechnął się i znów było widać jego cudne dołeczki.
-A propos. Nie musisz całować mnie w usta. Wystarczy w policzek.
-Chyba żartujesz? Ludzie od razu zauważyliby, że coś tu nie gra.
-Po prostu nie chcę zniszczyć naszej przyjaźni. W ogóle, to nie ma sensu. Jak mogłam wpaść na tak beznadziejny pomysł?
-Ej. Po pierwsze byłaś w rozsypce, a po drugie to nie taki zły pomysł.
-Taa.. Pocieszaj mnie dalej.
-Jej! Jak tu ładnie!
Ujrzałam polanę pełną kwiatów. Miała kształt zbliżony do koła, a z każdej strony otaczał ją las. Jeszcze nigdy nie byłam w tak magicznym miejscu.
-Poczekaj chwilkę – powiedział Olek i zniknął.
Minutę później pojawił się z wiklinowym koszem w ręce i kocem zarzuconym na ramię.
-Pomyślałem, że możesz zgłodnieć.
Oli rozłożył koc, a potem wyjął z koszyka chleb, miód, dżem i kompot.
-Proszę, częstuj się.
-Dzięki. Cudowny jesteś. Na pikniku byłam ostatnio jak miałam siedem lat.
-Serio? W takim razie od teraz co weekend piknikujemy.
-Z przerwą na zimę, heheh – zauważyłam.
-Z przerwą na zimę – potwierdził Alek.
-Spójrz. Ta chmura przypomina oko – powiedziałam.
-Gdzie? Nie widzę.
-No tu. Zaraz nad nami. Tu jest źrenica, wokół niej soczewka, a tam, dookoła nich, są długie rzęsy.
-Nie widzę.
-Weź. Zero wyobraźni – popatrzyłam na niego oskarżycielskim wzrokiem.
-Po prostu czytasz za dużo książek.
-To chyba dobrze?
-A ja widzę usta – sprawnie zmienił temat.
-Gdzie? Teraz ja nie widzę.
-No tu – pokazał palcem.
-Wymyśliłeś sobie.
-Nie prawda. Tam są.
-Gdzie?
-Tutaj!
-Ehem… - odchrząknęłam. – Pójdę już…
-Zaczekaj, odprowadzę Cię.
-Dzięki, sama trafię.
-Jesteś pewna?
Kiwnęłam głową na tak, fałszywie się uśmiechnęłam i odeszłam. Kiedy nie było mnie już widać zaczęłam biec. W lesie potykałam się o gałązki, raz nawet się przewróciłam.
*******************************************************************************************************
miałam dodać ten rozdział wczoraj, ale postanowiłam go jeszcze przedłużyć ;p jej! nie wiedziałam, że tak wiele osób będzie czytać moje opowiadanie :) 7 komentarzy! łał... wielkie dzięki ;** zapraszam do komentowania też pod tym postem ;dd <3
Otworzyłam oczy.
-Co się stało? – zapytałam rozespanym głosem.
-Za pół godziny musisz być gotowa. Dziś jest rozpoczęcie roku szkolnego.
-Eh… Może zdążę – wygramoliłam się z łóżka.
-Zrobiłem Ci śniadanie.
-Dzięki tatku.
Poszłam do łazienki i przemyłam twarz zimną wodą, aby się ożywić. Kiedy skończyłam poranną toaletę i zjadłam śniadanie, ubrałam prostą, białą koszulę z rękawem ¾ i czarną obcisłą spódnicę od pasa do pół uda, a także rozczesałam włosy i spięłam dawną grzywkę wsuwką. Do tego założyłam ciałowe sandałki na koturnie, wzięłam ciałową torebkę na długim rzemyku i wsiadłam do samochodu. Tata podwiózł mnie pod sam budynek liceum.
-Pa – rzuciłam i wyszłam z auta.
-Tylko grzecznie – tata puścił mi oczko.
Uśmiechnęłam się do niego promiennie i zamknęłam drzwi Zafiry.
-Życzę szczęścia – powiedziałam sama do siebie.
***
-Justyna Kowalczyk – usłyszałam swoje nazwisko.Podeszłam do nowego dyrektora, który położył na moim ramieniu wielką, czerwoną kredkę. Mówił coś, ale nie zrozumiałam co. Potem odebrałam od nowej wychowawczyni akt pasowania na ucznia. Gdy z uśmiechem na twarzy wracałam na swoje miejsce, potknęłam się. Zahaczyłam nogą o nogę i wylądowałam na podłodze. Niezła gleba! Wszyscy uczniowie zaczęli się śmiać. Puściłam buraka, totalna porażka! Nie zapomnę tego upokorzenia do końca życia! Myślałam, że spalę się ze wstydu. Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę. Nie ktoś, a raczej Alex. W tamtej chwili na sali zrobiło się cicho. Wszyscy na nas patrzyli. No może oprócz nauczycieli, którzy nadal zajmowali się pasowaniem na uczniów reszty pierwszoklasistów. Olek pomógł mi wstać, a potem objął mnie ramieniem i zaprowadził do ostatniego rzędu, tam oboje zajęliśmy miejsca. Jedna rzecz mnie zdziwiła – nie było Tomka. Czyżby zmienił szkołę? Jeśli tak, to przecież cała ta scenka z „moim chłopakiem” nie była potrzebna. Alek nie mógł tego wiedzieć, bo nigdy go nie widział.
Po akademii okazało się, że będę chodzić do klasy z Sylwią. To nasza dawna przyjaciółka. Znaczy moja, Jane i Angi. Chodziłyśmy razem do podstawówki.
***
Kiedy już byliśmy wolni, Olek zaprosił mnie i Sylwię na lody. Niestety Sylwia była już umówiona ze „znajomym”. Nie wiem, dlaczego tak powiedziała, ale to chyba jasne, że ze swoim chłopakiem. Zjedliśmy z Alkiem po truskawkowej gałce, a potem „mój chłopak” odprowadził mnie do domu.-Jak się spisałem? – zapytał pod drzwiami mojego bloku.
-Super, ale nie było to konieczne.
-No tak… Nie było go.
-Nie. Skąd wiesz?
-Znam go z widzenia. Mieszka niedaleko mnie.
-Serio?
-Yhym. A ta scenka, uwierz mi, była konieczna.
-Bo dziwne byłoby to, że w jeden dzień nawet na siebie nie patrzymy, a w drugi się całujemy…
-No właśnie – uśmiechnął się i znów było widać jego cudne dołeczki.
-A propos. Nie musisz całować mnie w usta. Wystarczy w policzek.
-Chyba żartujesz? Ludzie od razu zauważyliby, że coś tu nie gra.
-Po prostu nie chcę zniszczyć naszej przyjaźni. W ogóle, to nie ma sensu. Jak mogłam wpaść na tak beznadziejny pomysł?
-Ej. Po pierwsze byłaś w rozsypce, a po drugie to nie taki zły pomysł.
-Taa.. Pocieszaj mnie dalej.
***
Minął pierwszy dzień nauki. Dostaliśmy plan lekcji. W każdy dzień mam na 7:05 do 13:00. Na wszystkich zajęciach siedziałam z Alexem, tylko na wdż z Sylwią. Tomek pokazał się w szkole, ale na każdej przerwie byłam w towarzystwie Alka, więc wstydził się podejść. Ciągle na nas patrzył. Staram się unikać jego wzroku.
***
Już tydzień nauki za nami. Zaczynam myśleć, że udawany związek z Olkiem nie był takim złym pomysłem. Na weekend razem z Sylwią, Konradem (jej chłopakiem) i Alexem jedziemy do Zakopanego. Mój tata naprawdę polubił „mojego chłopaka” . Mimo to musieliśmy go zabrać „jako opiekuna”. Po prostu chciał dopilnować, żebym miała pokój z Sylwią, a nie z Alkiem.
***
„Miesięcznica”. Nasz „związek” zaczyna być naprawdę wiarygodny. Wszystkie dziewczyny zazdroszczą mi „chłopaka”. Dziwnie się z tym czuję, bo tak naprawdę każda z nich może go w każdej chwili poderwać, ale myślą, że jest zajęty. Teoretycznie to wolny nie jest.
***
Ostatni piątek października. Po szkole Alex zabrał mnie na spacer. Weszliśmy do lasu na obrzeżach miasta. Chciałam już wracać, ale Olkowi zależało, żebyśmy doszli do „konkretnego miejsca”. Nie chciał powiedzieć mi gdzie dokładnie, czy daleko stąd i jak długo tam będziemy. Zapewniał tylko, że doskonale zna tę okolicę więc się nie zgubimy. Na tym akurat mi nie zależało, po prostu zżerała mnie ciekawość. Po pięciu minutach spaceru zawiązał mi oczy. Wziął mnie na ręce, „żebym się nie potknęła” i niósł kawałek. Po chwili postawił mnie i zdjął opaskę z oczu.-Jej! Jak tu ładnie!
Ujrzałam polanę pełną kwiatów. Miała kształt zbliżony do koła, a z każdej strony otaczał ją las. Jeszcze nigdy nie byłam w tak magicznym miejscu.
-Poczekaj chwilkę – powiedział Olek i zniknął.
Minutę później pojawił się z wiklinowym koszem w ręce i kocem zarzuconym na ramię.
-Pomyślałem, że możesz zgłodnieć.
Oli rozłożył koc, a potem wyjął z koszyka chleb, miód, dżem i kompot.
-Proszę, częstuj się.
-Dzięki. Cudowny jesteś. Na pikniku byłam ostatnio jak miałam siedem lat.
-Serio? W takim razie od teraz co weekend piknikujemy.
-Z przerwą na zimę, heheh – zauważyłam.
-Z przerwą na zimę – potwierdził Alek.
***
Zjedliśmy „obiad”, a potem leżeliśmy na kocu, patrząc w niebo.-Spójrz. Ta chmura przypomina oko – powiedziałam.
-Gdzie? Nie widzę.
-No tu. Zaraz nad nami. Tu jest źrenica, wokół niej soczewka, a tam, dookoła nich, są długie rzęsy.
-Nie widzę.
-Weź. Zero wyobraźni – popatrzyłam na niego oskarżycielskim wzrokiem.
-Po prostu czytasz za dużo książek.
-To chyba dobrze?
-A ja widzę usta – sprawnie zmienił temat.
-Gdzie? Teraz ja nie widzę.
-No tu – pokazał palcem.
-Wymyśliłeś sobie.
-Nie prawda. Tam są.
-Gdzie?
-Tutaj!
***
Alex wziął i normalnie mnie pocałował.. Okej… Ja wiem, że nie powinnam tak myśleć, ale to jest silniejsze… Naprawdę mi się podobało. Może tak bardzo przejęłam się Tomkiem, że nie zauważyła jaki Alek jest słodki? Nie… Stop! Nie mogę tak myśleć, to mój przyjaciel. No właśnie przyjaciel… Ale teraz? Dlaczego on to zrobił? Zniszczył naszą przyjaźń… No wiem… Całowaliśmy się już nieraz, ale przecież to nie było na poważnie. Ale jestem głupia! Kurde! Jak mogłam wcześniej tego nie zauważyć!-Ehem… - odchrząknęłam. – Pójdę już…
-Zaczekaj, odprowadzę Cię.
-Dzięki, sama trafię.
-Jesteś pewna?
Kiwnęłam głową na tak, fałszywie się uśmiechnęłam i odeszłam. Kiedy nie było mnie już widać zaczęłam biec. W lesie potykałam się o gałązki, raz nawet się przewróciłam.
***
Cała zapłakana wpadłam do swojego bloku, mieszkania i wreszcie pokoju. Tata na szczęście był jeszcze w pracy. Mimo, że była dopiero 17:00, próbowałam zasnąć. Drzemkę przerwał mi dźwięk przychodzącego smsa: „przepraszam za tamto na łące… nie powinienem był tego robić… dzięki za wspaniałe popołudnie, mam nadzieję, że za tydzień powtórka ;)) dobranoc ;*”. Odczytałam, ale nie odpisałam. Za pięć minut przyszła kolejna wiadomość. Wkurzona wyłączyłam telefon i zamknęłam oczy.*******************************************************************************************************
miałam dodać ten rozdział wczoraj, ale postanowiłam go jeszcze przedłużyć ;p jej! nie wiedziałam, że tak wiele osób będzie czytać moje opowiadanie :) 7 komentarzy! łał... wielkie dzięki ;** zapraszam do komentowania też pod tym postem ;dd <3
niedziela, 15 lipca 2012
ROZDZIAŁ 3
-Hej… - powiedziałam. Na mej twarzy mimowolnie pojawił się uśmiech. – Byłeś we Francji?
-Tak, w Marsylii. A Ty pewnie w Paryżu u mamy.
-Yhym… - Tomek usiadł obok mnie.
-Tęskniłem za Tobą… To nie był dobry pomysł z tą przerwą.
„Dopiero teraz to sobie uświadomił” – pomyślałam z wyrzutami.
-Chociaż, – kontynuował – z drugiej strony, teraz już wiem, że nie mogę bez Ciebie żyć…
Tomek chciał mnie przytulić, ale go odepchnęłam.
-Ej… Wiem, że Cię zraniłem i przepraszam – objął mnie ramieniem. – Teraz już będzie jak dawniej…
Nachylił się nade mną i delikatnie musnął moje usta. Kiedy się opamiętałam walnęłam go z liścia.
-Co jest? – zapytał zdezorientowany. – Dlaczego to zrobiłaś? Myślałem, że Ci się podobało…
-Bo… - myślałam chwilę nad odpowiedzią. – Mam kogoś innego - wymyśliłam!
-Co?! Ale… ja Cię kocham…
-Przepłakałam wiele nocy, o mało nie wpadłam w depresję, a Ty po tym wszystkim chcesz do mnie wrócić? To chore…
Kiedy to mówiłam, samolot wylądował. Nie chciałam dłużej być w towarzystwie Toma.
-To… Cześć – rzuciłam i poszłam.
-Do zobaczenia w szkole – usłyszałam z oddali.
Kurde! No tak. Przecież będę chodzić z nim do klasy.
-Wszystkiego najlepszego, córciu – wręczył mi małą paczuszkę.
-Jej! Dzięki, tatku – ucałowałam go w oba policzki.
W sierpniu obchodzę urodziny. Zwykle jestem wtedy w Paryżu, ale mama nie obsypuje mnie prezentami jak tata. Szczerze, jest mi to obojętne. Nie mam nic przeciwko prezentom i niespodziankom, ale nie przepadam za nimi.
-Muszę jechać do pracy, do zobaczenia w domu – oznajmił.
-Pa, tatku.
Mój tata pracuje w banku. Nie wiem dokładnie czym się zajmuje. Siedzi całymi dniami przed komputerem. On to lubi, ale ja nie chciałabym tak skończyć. To znaczy… Bo on jest szanowany i w ogóle, ale ja w swoim życiu chciałabym robić coś ciekawszego. Chcę być lekarzem, a konkretnie chirurgiem… To jest to. Nie dość, że robiłabym to, co kocham, to na dodatek ratowałabym życie innym ludziom i miałabym z tego satysfakcję… Za dużo chyba tego „bym”.
Od lotniska do domu mam jakieś 25 minut piechotą. Po drodze wpadłam do ROSSMANa. Kupiłam sobie nowy podkład i mascarę. Po prostu... tylko tak mogę na chwilę zapomnieć. Pragnęłam zapomnieć… A teraz… ciągle o nim myślę.
Gdy już wszystko znalazło się na swoim miejscu w szafie, postanowiłam zaangażować Alexa w mój plan. Skłamałam i teraz mam nadzieję, że Olek pomoże mi zwieść Tomka. Samolot Alka ma lądować jutro o 6:45. Nie mogłam się doczekać, więc zadzwoniłam do niego.
-Hej…
-O, siemka Justin. Właśnie przyleciałem do Krakowa.
-Jak to? – zdziwiłam się. – Mówiłeś, że będziesz jutro.
-No tak, ale nie mogłem się doczekać…
-Mniejsza o to – przerwałam mu. – Dobrze się składa. Dasz radę się spotkać?
-Teraz?
-No… Jak najszybciej. Mam do Ciebie prośbę.
-Ok, będę za 2 minuty pod naszym liceum – powiedział i się rozłączył.
-Co się stało? – zapytał.
-Dziś w samolocie zaczepił mnie mój eks…
-Oj… robi się ciekawie.
-„He give my heart a break” zaraz po świętach Wielkanocnych, a teraz się narzuca. No… może przesadziłam. Chciał mnie przytulić, a potem mnie pocałował…
-Czyli się narzuca.
-Eh… Myśli, że do niego wrócę… Dla obrony powiedziałam, że mam innego.
-Więc… chyba już się odczepi.
-Ta… nie byłoby żadnego problemu gdyby nie zapisał się do tej samej klasy co my… - poczułam jak łza cieknie mi po policzku.
-Ej… nie płacz – Alex próbował mnie pocieszyć, przytulił mnie.
-Mam głupią prośbę… Naprawdę nie chcę do niego wracać… Chyba jeszcze go kocham, ale to nie zmienia faktu, że mnie zranił… Nie potrafię tak po prostu o tym zapomnieć… - żaliłam się, a Alek przytulając mnie, opierał się brodą o moją głowę.
Nic nie mówił. Uspokoiłam się i popatrzyłam mu prosto w oczy.
-Wiem, że jesteśmy tylko przyjaciółmi, ale naprawdę nie widzę innego wyjścia… - zaczęłam. - Poudajesz mojego chłopaka przed Tomem? To nie będzie nic poważnego, zależy mi tylko, żeby się ode mnie odczepił…
-Nie ma problemu,… – Olek szczerze się uśmiechnął i mnie przytulił.
W jego ramionach czułam się naprawdę bezpiecznie. Mam nadzieję, że ten udawany związek nie zniszczy naszej przyjaźni, a wręcz przeciwnie, wzmocni ją i utrwali.
-…ale… - kontynuował Alex. – Ty wiesz, że jeśli będziemy udawać tylko w szkole, ktoś to może zauważyć i Tomek o wszystkim się dowie…
-Yhy … - posmutniałam. – To może nie wypalić.
-Myśl pozytywnie – ułożył z moich warg uśmiech. - Dla mnie nie ma żadnego problemu.
-A mój tata?
-Chyba musimy go okłamać …
-To co… Powiemy mu, że jesteśmy razem? On oszaleje. Nawet o Tomku nie wiedział…
-Tak będzie chyba bezpieczniej…
-Przeboleję to… Jesteś najlepszym przyjacielem pod słońcem - pocałowałam go w policzek.
-Wiem, wiem – puścił mi oczko. – To będzie nasza słodka tajemnica.
-Heheh…
-Dzień dobry – powiedział Alex.
-O, Justin już jest. A co to za młody człowiek?
-Cześć, tato. To Alexander… Em… Mój chłopak.
Tata od razu poczerwieniał, ale za chwilę mu przeszło.
-Alex – przywitał się z tatą „mój chłopak”.
-Kowalczyk Piotr – podał rękę Alkowi mój tata.
-To… ja już pójdę – oznajmił Olek. – Do widzenia.
-Do widzenia – odparł sucho tata.
-Pa, kochanie – Alex pocałował mnie w… usta?
-Papa – odpowiedziałam zarumieniona.
-Justyno Katarzyno Kowalczyk! Zdaje się, że musimy porozmawiać.
Usiadłam zrezygnowana na sofie i wbiłam wzrok w podłogę. Teraz zacznie się kazanie.
-Masz dopiero piętnaście…
-Już szesnaście – poprawiłam ojca.
-Szesnastolatka nie powinna spotykać się z chłopcami. W dodatku starszymi.
-Alex też ma szesnaście lat.
-Nie wygląda…
-Tato… miałam pierwszego chłopaka jako piętnastolatka. Inne dziewczyny spotykają się odkąd mają dwanaście lat. Proszę, daj spokój. Nie chcę się z Tobą kłócić.
Nastała chwila ciszy. Wyglądało na to, że tata się uspokoił.
-Powiedz mi… Kochasz go? Jesteś z nim szczęśliwa? Jesteś pewna, że Cię nie zrani? – zasypał mnie pytaniami.
-Tatku… Nie jesteśmy małżeństwem… tylko się spotykamy… Kocham go i jestem z nim szczęśliwa, ale nie mogę być pewna, że mnie nie zrani. I nigdy nie będę.
-Przepraszam… Po prostu nie mogę się przyzwyczaić, że moja mała córcia dorasta.
Przytuliłam ojca.
-Życie pędzi do przodu i nie da się go zatrzymać. Nic na to nie poradzisz, ale ja zawsze będę Cię kochać, tak samo jak mamę. I mimo, że pojawili się i ciągle będą pojawiać ważni dla mnie ludzie, nigdy o Was nie zapomnę. Kocham Cię tato.
-Ja Ciebie też, córeczko.
-Alek to naprawdę bardzo sympatyczny chłopak i nawet jeśli nasz związek nie przetrwa…
„Tak naprawdę, to w ogóle nie istnieje…” – pomyślałam.
-… to i tak zawsze będziemy przyjaciółmi.
-Wierzę Ci.
-Spróbuj chociaż go polubić.
-Jeśli jesteś z nim szczęśliwa, to już go lubię.
-Tak, w Marsylii. A Ty pewnie w Paryżu u mamy.
-Yhym… - Tomek usiadł obok mnie.
-Tęskniłem za Tobą… To nie był dobry pomysł z tą przerwą.
„Dopiero teraz to sobie uświadomił” – pomyślałam z wyrzutami.
-Chociaż, – kontynuował – z drugiej strony, teraz już wiem, że nie mogę bez Ciebie żyć…
Tomek chciał mnie przytulić, ale go odepchnęłam.
-Ej… Wiem, że Cię zraniłem i przepraszam – objął mnie ramieniem. – Teraz już będzie jak dawniej…
Nachylił się nade mną i delikatnie musnął moje usta. Kiedy się opamiętałam walnęłam go z liścia.
-Co jest? – zapytał zdezorientowany. – Dlaczego to zrobiłaś? Myślałem, że Ci się podobało…
-Bo… - myślałam chwilę nad odpowiedzią. – Mam kogoś innego - wymyśliłam!
-Co?! Ale… ja Cię kocham…
-Przepłakałam wiele nocy, o mało nie wpadłam w depresję, a Ty po tym wszystkim chcesz do mnie wrócić? To chore…
Kiedy to mówiłam, samolot wylądował. Nie chciałam dłużej być w towarzystwie Toma.
-To… Cześć – rzuciłam i poszłam.
-Do zobaczenia w szkole – usłyszałam z oddali.
Kurde! No tak. Przecież będę chodzić z nim do klasy.
***
Na lotnisku czekał na mnie tata.-Wszystkiego najlepszego, córciu – wręczył mi małą paczuszkę.
-Jej! Dzięki, tatku – ucałowałam go w oba policzki.
W sierpniu obchodzę urodziny. Zwykle jestem wtedy w Paryżu, ale mama nie obsypuje mnie prezentami jak tata. Szczerze, jest mi to obojętne. Nie mam nic przeciwko prezentom i niespodziankom, ale nie przepadam za nimi.
-Muszę jechać do pracy, do zobaczenia w domu – oznajmił.
-Pa, tatku.
Mój tata pracuje w banku. Nie wiem dokładnie czym się zajmuje. Siedzi całymi dniami przed komputerem. On to lubi, ale ja nie chciałabym tak skończyć. To znaczy… Bo on jest szanowany i w ogóle, ale ja w swoim życiu chciałabym robić coś ciekawszego. Chcę być lekarzem, a konkretnie chirurgiem… To jest to. Nie dość, że robiłabym to, co kocham, to na dodatek ratowałabym życie innym ludziom i miałabym z tego satysfakcję… Za dużo chyba tego „bym”.
***
Kiedy dotarłam do domu, w pierwszej kolejności pobiegłam do swojego pokoju i rozpakowałam małą paczuszkę od taty. Znalazłam tam nową mp4! Niby nic specjalnego, ale stara mp3 mi się zepsuła. Tata dobrze o tym wiedział. Zgrałam wszystkie piosenki One Direction na nową mp4. Kocham ten zespół, jestem ich fanką. Nie taką szaloną jak Jane i Lilly, ale po prostu uważam, że chłopaki mają ogromny talent. Kiedy słucham ich piosenek, a zwłaszcza części Liama w piosence „More than this”, to po prostu się rozpływam. Sama też śpiewam i gram na skrzypcach. Tak naprawdę nie lubię grać tylko dla grania. Myślę, że ludzie powinni najpierw posłuchać muzyki klasycznej, gdyż jest prostsza do zrozumienia, a dopiero potem, gdy nauczą się wrażliwości w muzyce, mogą zabrać się za słuchanie tak cudnego zespołu jak 1D. Może niektórzy pomyślą, że jestem dziwna, ale gardzę szkołami muzycznymi, itp. W takich oto próbują z każdego zrobić Chopina, albo Vivaldiego. Sama rok temu skończyłam ognisko muzyczne i może nie dotrzymałabym do końca, gdyby nie była to szkoła prywatna. Miałam jedną nauczycielkę od wszystkich przedmiotów i to jej naprawdę wiele zawdzięczam. To ona nauczyła mnie, czym jest muzyka, co przekazuje, a przynajmniej co powinna przekazywać. „Muzyka jest czymś więcej niż tylko grą, czy śpiewem. Muzyka przekazuje emocje, nastrój, uczucia,…” Wracając do 1D… chciałabym ich kiedyś poznać… To chyba raczej niemożliwe…Gdy już wszystko znalazło się na swoim miejscu w szafie, postanowiłam zaangażować Alexa w mój plan. Skłamałam i teraz mam nadzieję, że Olek pomoże mi zwieść Tomka. Samolot Alka ma lądować jutro o 6:45. Nie mogłam się doczekać, więc zadzwoniłam do niego.
ROZMOWA
-Halo? – odebrał po pierwszym sygnale.-Hej…
-O, siemka Justin. Właśnie przyleciałem do Krakowa.
-Jak to? – zdziwiłam się. – Mówiłeś, że będziesz jutro.
-No tak, ale nie mogłem się doczekać…
-Mniejsza o to – przerwałam mu. – Dobrze się składa. Dasz radę się spotkać?
-Teraz?
-No… Jak najszybciej. Mam do Ciebie prośbę.
-Ok, będę za 2 minuty pod naszym liceum – powiedział i się rozłączył.
***
LO nr 2 znajduje się na ulicy Jagiellońskiej , jakieś 15 minut spaceru spod mojego bloku. Spieszyłam się, więc za 5 minut byłam na miejscu. Alex już na mnie czekał.-Co się stało? – zapytał.
-Dziś w samolocie zaczepił mnie mój eks…
-Oj… robi się ciekawie.
-„He give my heart a break” zaraz po świętach Wielkanocnych, a teraz się narzuca. No… może przesadziłam. Chciał mnie przytulić, a potem mnie pocałował…
-Czyli się narzuca.
-Eh… Myśli, że do niego wrócę… Dla obrony powiedziałam, że mam innego.
-Więc… chyba już się odczepi.
-Ta… nie byłoby żadnego problemu gdyby nie zapisał się do tej samej klasy co my… - poczułam jak łza cieknie mi po policzku.
-Ej… nie płacz – Alex próbował mnie pocieszyć, przytulił mnie.
-Mam głupią prośbę… Naprawdę nie chcę do niego wracać… Chyba jeszcze go kocham, ale to nie zmienia faktu, że mnie zranił… Nie potrafię tak po prostu o tym zapomnieć… - żaliłam się, a Alek przytulając mnie, opierał się brodą o moją głowę.
Nic nie mówił. Uspokoiłam się i popatrzyłam mu prosto w oczy.
-Wiem, że jesteśmy tylko przyjaciółmi, ale naprawdę nie widzę innego wyjścia… - zaczęłam. - Poudajesz mojego chłopaka przed Tomem? To nie będzie nic poważnego, zależy mi tylko, żeby się ode mnie odczepił…
-Nie ma problemu,… – Olek szczerze się uśmiechnął i mnie przytulił.
W jego ramionach czułam się naprawdę bezpiecznie. Mam nadzieję, że ten udawany związek nie zniszczy naszej przyjaźni, a wręcz przeciwnie, wzmocni ją i utrwali.
-…ale… - kontynuował Alex. – Ty wiesz, że jeśli będziemy udawać tylko w szkole, ktoś to może zauważyć i Tomek o wszystkim się dowie…
-Yhy … - posmutniałam. – To może nie wypalić.
-Myśl pozytywnie – ułożył z moich warg uśmiech. - Dla mnie nie ma żadnego problemu.
-A mój tata?
-Chyba musimy go okłamać …
-To co… Powiemy mu, że jesteśmy razem? On oszaleje. Nawet o Tomku nie wiedział…
-Tak będzie chyba bezpieczniej…
-Przeboleję to… Jesteś najlepszym przyjacielem pod słońcem - pocałowałam go w policzek.
-Wiem, wiem – puścił mi oczko. – To będzie nasza słodka tajemnica.
-Heheh…
***
Alex odprowadził mnie do domu. Była godzina 22:30 i przedstawianie „swojego chłopaka” ojcu chciałam odłożyć na jutro, ale Oli uparł się, że lepiej będzie teraz. Tata oglądał TV, więc może nie był to taki zły pomysł. Weszliśmy oboje do domu.-Dzień dobry – powiedział Alex.
-O, Justin już jest. A co to za młody człowiek?
-Cześć, tato. To Alexander… Em… Mój chłopak.
Tata od razu poczerwieniał, ale za chwilę mu przeszło.
-Alex – przywitał się z tatą „mój chłopak”.
-Kowalczyk Piotr – podał rękę Alkowi mój tata.
-To… ja już pójdę – oznajmił Olek. – Do widzenia.
-Do widzenia – odparł sucho tata.
-Pa, kochanie – Alex pocałował mnie w… usta?
-Papa – odpowiedziałam zarumieniona.
***
Mój tata strzelił buraka. Nie ze wstydu tylko ze złości! Bałam się, miałam nadzieję, że zaraz mu przejdzie. Jeszcze nigdy nie przedstawiałam mu swojego chłopaka, a tym bardziej nie całowałam się przy ojcu.-Justyno Katarzyno Kowalczyk! Zdaje się, że musimy porozmawiać.
Usiadłam zrezygnowana na sofie i wbiłam wzrok w podłogę. Teraz zacznie się kazanie.
-Masz dopiero piętnaście…
-Już szesnaście – poprawiłam ojca.
-Szesnastolatka nie powinna spotykać się z chłopcami. W dodatku starszymi.
-Alex też ma szesnaście lat.
-Nie wygląda…
-Tato… miałam pierwszego chłopaka jako piętnastolatka. Inne dziewczyny spotykają się odkąd mają dwanaście lat. Proszę, daj spokój. Nie chcę się z Tobą kłócić.
Nastała chwila ciszy. Wyglądało na to, że tata się uspokoił.
-Powiedz mi… Kochasz go? Jesteś z nim szczęśliwa? Jesteś pewna, że Cię nie zrani? – zasypał mnie pytaniami.
-Tatku… Nie jesteśmy małżeństwem… tylko się spotykamy… Kocham go i jestem z nim szczęśliwa, ale nie mogę być pewna, że mnie nie zrani. I nigdy nie będę.
-Przepraszam… Po prostu nie mogę się przyzwyczaić, że moja mała córcia dorasta.
Przytuliłam ojca.
-Życie pędzi do przodu i nie da się go zatrzymać. Nic na to nie poradzisz, ale ja zawsze będę Cię kochać, tak samo jak mamę. I mimo, że pojawili się i ciągle będą pojawiać ważni dla mnie ludzie, nigdy o Was nie zapomnę. Kocham Cię tato.
-Ja Ciebie też, córeczko.
-Alek to naprawdę bardzo sympatyczny chłopak i nawet jeśli nasz związek nie przetrwa…
„Tak naprawdę, to w ogóle nie istnieje…” – pomyślałam.
-… to i tak zawsze będziemy przyjaciółmi.
-Wierzę Ci.
-Spróbuj chociaż go polubić.
-Jeśli jesteś z nim szczęśliwa, to już go lubię.
***
Po tych czułościach poszłam do swego pokoju. Kiedy wieczorna toaleta była już za mną, położyłam się spać. Za chwilę przyszedł sms: „dobranoc, kochanie ;** <3”. To Alex. Odpisałam: „smsów nie musisz pisać jako ‘mój chłopak’. mój tata na szczęście nie sprawdza mi kom. heheh . dobranoc ;*”. Chwilę po tym zasnęłam. Śnił mi się jutrzejszy dzień, pierwszy dzień w nowej szkole…
*******************************************************************************************************
sorka że tak długo musieliście czekać na nn, ale zrozumcie, są wakacje ;d piszę tylko jeśli znajdę wolną chwilkę, ale ostatnio mało takich mam. dzięki wielkie za komentarze pod ostatnim postem <3 i błagam: komentujcie ;))
sorka że tak długo musieliście czekać na nn, ale zrozumcie, są wakacje ;d piszę tylko jeśli znajdę wolną chwilkę, ale ostatnio mało takich mam. dzięki wielkie za komentarze pod ostatnim postem <3 i błagam: komentujcie ;))
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)