Otworzyłam oczy.
-Co się stało? – zapytałam rozespanym głosem.
-Za pół godziny musisz być gotowa. Dziś jest rozpoczęcie roku szkolnego.
-Eh… Może zdążę – wygramoliłam się z łóżka.
-Zrobiłem Ci śniadanie.
-Dzięki tatku.
Poszłam do łazienki i przemyłam twarz zimną wodą, aby się ożywić. Kiedy skończyłam poranną toaletę i zjadłam śniadanie, ubrałam prostą, białą koszulę z rękawem ¾ i czarną obcisłą spódnicę od pasa do pół uda, a także rozczesałam włosy i spięłam dawną grzywkę wsuwką. Do tego założyłam ciałowe sandałki na koturnie, wzięłam ciałową torebkę na długim rzemyku i wsiadłam do samochodu. Tata podwiózł mnie pod sam budynek liceum.
-Pa – rzuciłam i wyszłam z auta.
-Tylko grzecznie – tata puścił mi oczko.
Uśmiechnęłam się do niego promiennie i zamknęłam drzwi Zafiry.
-Życzę szczęścia – powiedziałam sama do siebie.
***
-Justyna Kowalczyk – usłyszałam swoje nazwisko.Podeszłam do nowego dyrektora, który położył na moim ramieniu wielką, czerwoną kredkę. Mówił coś, ale nie zrozumiałam co. Potem odebrałam od nowej wychowawczyni akt pasowania na ucznia. Gdy z uśmiechem na twarzy wracałam na swoje miejsce, potknęłam się. Zahaczyłam nogą o nogę i wylądowałam na podłodze. Niezła gleba! Wszyscy uczniowie zaczęli się śmiać. Puściłam buraka, totalna porażka! Nie zapomnę tego upokorzenia do końca życia! Myślałam, że spalę się ze wstydu. Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę. Nie ktoś, a raczej Alex. W tamtej chwili na sali zrobiło się cicho. Wszyscy na nas patrzyli. No może oprócz nauczycieli, którzy nadal zajmowali się pasowaniem na uczniów reszty pierwszoklasistów. Olek pomógł mi wstać, a potem objął mnie ramieniem i zaprowadził do ostatniego rzędu, tam oboje zajęliśmy miejsca. Jedna rzecz mnie zdziwiła – nie było Tomka. Czyżby zmienił szkołę? Jeśli tak, to przecież cała ta scenka z „moim chłopakiem” nie była potrzebna. Alek nie mógł tego wiedzieć, bo nigdy go nie widział.
Po akademii okazało się, że będę chodzić do klasy z Sylwią. To nasza dawna przyjaciółka. Znaczy moja, Jane i Angi. Chodziłyśmy razem do podstawówki.
***
Kiedy już byliśmy wolni, Olek zaprosił mnie i Sylwię na lody. Niestety Sylwia była już umówiona ze „znajomym”. Nie wiem, dlaczego tak powiedziała, ale to chyba jasne, że ze swoim chłopakiem. Zjedliśmy z Alkiem po truskawkowej gałce, a potem „mój chłopak” odprowadził mnie do domu.-Jak się spisałem? – zapytał pod drzwiami mojego bloku.
-Super, ale nie było to konieczne.
-No tak… Nie było go.
-Nie. Skąd wiesz?
-Znam go z widzenia. Mieszka niedaleko mnie.
-Serio?
-Yhym. A ta scenka, uwierz mi, była konieczna.
-Bo dziwne byłoby to, że w jeden dzień nawet na siebie nie patrzymy, a w drugi się całujemy…
-No właśnie – uśmiechnął się i znów było widać jego cudne dołeczki.
-A propos. Nie musisz całować mnie w usta. Wystarczy w policzek.
-Chyba żartujesz? Ludzie od razu zauważyliby, że coś tu nie gra.
-Po prostu nie chcę zniszczyć naszej przyjaźni. W ogóle, to nie ma sensu. Jak mogłam wpaść na tak beznadziejny pomysł?
-Ej. Po pierwsze byłaś w rozsypce, a po drugie to nie taki zły pomysł.
-Taa.. Pocieszaj mnie dalej.
***
Minął pierwszy dzień nauki. Dostaliśmy plan lekcji. W każdy dzień mam na 7:05 do 13:00. Na wszystkich zajęciach siedziałam z Alexem, tylko na wdż z Sylwią. Tomek pokazał się w szkole, ale na każdej przerwie byłam w towarzystwie Alka, więc wstydził się podejść. Ciągle na nas patrzył. Staram się unikać jego wzroku.
***
Już tydzień nauki za nami. Zaczynam myśleć, że udawany związek z Olkiem nie był takim złym pomysłem. Na weekend razem z Sylwią, Konradem (jej chłopakiem) i Alexem jedziemy do Zakopanego. Mój tata naprawdę polubił „mojego chłopaka” . Mimo to musieliśmy go zabrać „jako opiekuna”. Po prostu chciał dopilnować, żebym miała pokój z Sylwią, a nie z Alkiem.
***
„Miesięcznica”. Nasz „związek” zaczyna być naprawdę wiarygodny. Wszystkie dziewczyny zazdroszczą mi „chłopaka”. Dziwnie się z tym czuję, bo tak naprawdę każda z nich może go w każdej chwili poderwać, ale myślą, że jest zajęty. Teoretycznie to wolny nie jest.
***
Ostatni piątek października. Po szkole Alex zabrał mnie na spacer. Weszliśmy do lasu na obrzeżach miasta. Chciałam już wracać, ale Olkowi zależało, żebyśmy doszli do „konkretnego miejsca”. Nie chciał powiedzieć mi gdzie dokładnie, czy daleko stąd i jak długo tam będziemy. Zapewniał tylko, że doskonale zna tę okolicę więc się nie zgubimy. Na tym akurat mi nie zależało, po prostu zżerała mnie ciekawość. Po pięciu minutach spaceru zawiązał mi oczy. Wziął mnie na ręce, „żebym się nie potknęła” i niósł kawałek. Po chwili postawił mnie i zdjął opaskę z oczu.-Jej! Jak tu ładnie!
Ujrzałam polanę pełną kwiatów. Miała kształt zbliżony do koła, a z każdej strony otaczał ją las. Jeszcze nigdy nie byłam w tak magicznym miejscu.
-Poczekaj chwilkę – powiedział Olek i zniknął.
Minutę później pojawił się z wiklinowym koszem w ręce i kocem zarzuconym na ramię.
-Pomyślałem, że możesz zgłodnieć.
Oli rozłożył koc, a potem wyjął z koszyka chleb, miód, dżem i kompot.
-Proszę, częstuj się.
-Dzięki. Cudowny jesteś. Na pikniku byłam ostatnio jak miałam siedem lat.
-Serio? W takim razie od teraz co weekend piknikujemy.
-Z przerwą na zimę, heheh – zauważyłam.
-Z przerwą na zimę – potwierdził Alek.
***
Zjedliśmy „obiad”, a potem leżeliśmy na kocu, patrząc w niebo.-Spójrz. Ta chmura przypomina oko – powiedziałam.
-Gdzie? Nie widzę.
-No tu. Zaraz nad nami. Tu jest źrenica, wokół niej soczewka, a tam, dookoła nich, są długie rzęsy.
-Nie widzę.
-Weź. Zero wyobraźni – popatrzyłam na niego oskarżycielskim wzrokiem.
-Po prostu czytasz za dużo książek.
-To chyba dobrze?
-A ja widzę usta – sprawnie zmienił temat.
-Gdzie? Teraz ja nie widzę.
-No tu – pokazał palcem.
-Wymyśliłeś sobie.
-Nie prawda. Tam są.
-Gdzie?
-Tutaj!
***
Alex wziął i normalnie mnie pocałował.. Okej… Ja wiem, że nie powinnam tak myśleć, ale to jest silniejsze… Naprawdę mi się podobało. Może tak bardzo przejęłam się Tomkiem, że nie zauważyła jaki Alek jest słodki? Nie… Stop! Nie mogę tak myśleć, to mój przyjaciel. No właśnie przyjaciel… Ale teraz? Dlaczego on to zrobił? Zniszczył naszą przyjaźń… No wiem… Całowaliśmy się już nieraz, ale przecież to nie było na poważnie. Ale jestem głupia! Kurde! Jak mogłam wcześniej tego nie zauważyć!-Ehem… - odchrząknęłam. – Pójdę już…
-Zaczekaj, odprowadzę Cię.
-Dzięki, sama trafię.
-Jesteś pewna?
Kiwnęłam głową na tak, fałszywie się uśmiechnęłam i odeszłam. Kiedy nie było mnie już widać zaczęłam biec. W lesie potykałam się o gałązki, raz nawet się przewróciłam.
***
Cała zapłakana wpadłam do swojego bloku, mieszkania i wreszcie pokoju. Tata na szczęście był jeszcze w pracy. Mimo, że była dopiero 17:00, próbowałam zasnąć. Drzemkę przerwał mi dźwięk przychodzącego smsa: „przepraszam za tamto na łące… nie powinienem był tego robić… dzięki za wspaniałe popołudnie, mam nadzieję, że za tydzień powtórka ;)) dobranoc ;*”. Odczytałam, ale nie odpisałam. Za pięć minut przyszła kolejna wiadomość. Wkurzona wyłączyłam telefon i zamknęłam oczy.*******************************************************************************************************
miałam dodać ten rozdział wczoraj, ale postanowiłam go jeszcze przedłużyć ;p jej! nie wiedziałam, że tak wiele osób będzie czytać moje opowiadanie :) 7 komentarzy! łał... wielkie dzięki ;** zapraszam do komentowania też pod tym postem ;dd <3
świetny rozdział.!! :D ; **
OdpowiedzUsuńczekam na nowy , dodawaj szybko ;p ♥
no i fajnie by było , gdyby ona była z Olkiem . xd
no powodzenia w pisaniu :****
♥♥
Nat .
Aaaa ta moja skreloza! Czemu ona uciekła, no czemu?! Łeee mieli sie całować i nie udawac, że sa ze soba tylko dlatego, żeby tego Tomka odstraszyć no!
OdpowiedzUsuńŚwietne opowiadanie! Czekam z niecieprliwością na kolejny rozdział:D Pisze szybko ;*
OdpowiedzUsuńhttp://give-me-love-like-never-before.blogspot.com/