-Musieliśmy przyjechać do Paryża, żeby się spotkać – śmialiśmy się.
Alex jest wysokim blondynem o błękitnym spojrzeniu. Powiem nawet, że jest trochę przypakowany.
-To… Przyjechałaś na wakacje?
-Tak… Ty pewnie też.
-Też. Heheh. Em… Do jakiej szkoły chodzisz?- niepewnie zapytał mnie Olek.
-Właśnie skończyłam gimnazjum. Złożyłam podania do jedynki, dwójki i piątki, ale najbardziej chcę iść do dwójki. Tata chce, żebym poszła na bio-chem.
-Żartujesz?! Też od września wybieram się na ten profil. Mój tata nalega, żebym został lekarzem.
-A do jakiej szkoły?
-Złożyłem do jedynki, dwójki i trójki, ale chyba pójdę do dwójki. Będziemy wtedy w tej samej klasie. – ucieszył się… - Chyba przyjechała Twoja mama…
-Masz rację. Skąd znasz moją mamę? – zdziwiłam się.
-Nie znam. Zauważyłem, że ta pani przygląda się nam już dobre 5 minut, więc wywnioskowałem, że to Twoja mama.
-Sorry… - chciałam odejść, ale nagle poczułam jak coś zgniata moją dłoń. – Ała… - wyrwało mi się.
-Kurde… - mruknął chłopak. – Przepraszam… - zamurowało go.
-Nic się nie stało.
-To niechcący.
-Wierzę Ci. Zdaje się, że coś chciałeś?
-Teraz mi głupio…
-Raz kozie śmierć. Mów.
-Masz rację. Wymienimy się numerami?
-Spoko.
-Dzięki. Sorry jeszcze raz. Bo wiesz, czasem nie umiem ocenić jaką ilość siły używam…
-Rozumiem. Pójdę już.
-To cześć.
-Papa.
***
-Justin, ten na lotnisku to był Twój chłopak? – zaczęło się. – Czemu mnie nie przedstawiłaś?-A ty czemu tak się na nas gapiłaś?
-Widzę, że moja księżniczka ma dziś zły humor.
-Mamo… Bo to nie był mój chłopak. To Alex. Poznałam go chwilę temu. Rozmawialiśmy o szkole, bo wiesz, on też mieszka w Krakowie.
-Na pewno Ci uwierzę. Mieszka w Krakowie, a poznałaś go chwilę temu.
-Tak po prostu wyszło. Nie chce mi się tego tłumaczyć.
***
Z Alkiem spotykałam się prawie codziennie. Bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Chodziliśmy razem na spacery, imprezy, a nawet do sklepu po głupią bułkę. Wreszcie odkąd Jane i Lilly wyjechały znalazłam przyjaciela.
***
Pewnego wieczora dostałam smsa: „Stoję pod Twoim domem. Mam dla Ciebie niespodziankę. Daję Ci pół godziny.” Szybko zbiegłam na dół i otworzyłam Olkowi drzwi.-Hej – powiedział. – Dałem Ci pół godziny, bo nie sądziłem, że tak szybko się wyzbierasz.
-Jeszcze nie jestem gotowa. Wejdź. Poczekasz w moim pokoju.
-Okej – chłopak podniósł przy tym ręce jak do policji więc wyszło śmiesznie.
-Mamy i Nicka nie ma w domu – powiedziałam zabierając po kolei potrzebne mi do przygotowania się rzeczy, tj. kosmetyki i ubrania. – Napiszesz na kartce, że wychodzę i nie wiem kiedy wrócę, proszę?
-Tak jest szefowo – Alex zasalutował i znów sprawił, że na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
20 MINUT PÓŹNIEJ
Ubrana w pomarańczową rozkloszowaną sukienkę do pół uda, rzymianki na koturnie z rozpuszczonymi i wyprostowanymi włosami weszłam do pokoju, w którym czekał na mnie Alex. Raczej się nie nudził, zauważyłam, że przeglądał twittera.-Wow… - usłyszałam.
-I co? Może być?
Alex nie odpowiedział tylko podszedł i wpiął mi we włosy różę, która leżała na toaletce.
***
Kiedy wyszliśmy z domu Olek zasłonił mi oczy, wziął mnie na ręce i niósł kawałek. W końcu mnie postawił, ale byłam trochę zaskoczona, bo myślałam, że idziemy do dyskoteki. Usłyszałam jakby ktoś otwierał drzwi samochodu, więc jeszcze bardziej zniecierpliwiona, zdjęłam z oczu opaskę. Wtedy zobaczyłam przed sobą czarną, długą limuzynę.-Panie przodem – zaprosił mnie Olek.
-Wow… - wymknęło się z moich ust.
***
Po 5 minutach jazdy Alex odezwał się pierwszy.-Zanim pójdziemy się bawić chciałbym pokazać ci Paryż. Mówisz, żę często tu bywasz, ale nigdy chyba nie miałaś okazji wyjechać na szczyt wieży Eiffla.
***
Kierowca skończył rundkę dookoła Paryża i zatrzymał się przed wieżą Eiffla.-To teraz pojedziemy windą do nieba… Heheh.
-Chyba nie mówisz poważnie.
-Wręcz przeciwnie. Chodź, będzie fajnie.
-Z miłą chęcią bym poszła gdybym nie miała lęku wysokości.
-Nie wierzę Ci.
-Nie musisz. Nie idę.
-Ale… poważnie?
-Noo…
Alex trochę posmutniał, ale zaraz wrócił mu uśmiech. Staliśmy chwilę i patrzyliśmy na wierzę Eiffla na tle księżyca w pełni. Nawiasem mówiąc, to był piękny widok. Potem wsiedliśmy do limuzyny.
-W takim razie jedziemy prosto do klubu – rzekł Alek.
***
Muzyka sprawiła, że poczułam się całkiem wyluzowana. Tańczyłam z Alkiem, ale w połowie tańca odbił mnie chłopak, chyba 2 lata od nas starszy. Okazało się, że to Patryk, kuzyn Olka. Jest wysokim szatynem o ciemnych oczach. Siedzieliśmy razem przy stoliku. Śmialiśmy się, żartowaliśmy, ale do momentu. Pat wypił chyba z sześć drinków i miał niezłą fazę. Postanowiliśmy z Alkiem odprowadzić go do domu. Potem Alek odprowadził i mnie. Szliśmy powoli. Nigdzie się nam przecież nie spieszyło. Po chwili zaczął padać deszcz. Poślizgnęłam się na chodniku, ale na szczęście Alek mnie złapał. Uparł się, że będzie mnie niósł pod sam dom. Mama chyba uwierzyła mi już, że to tylko mój przyjaciel. Chyba, że tak dobrze udaje - z nią nigdy nie wiadomo.
***
Zadzwonił budzik. Popatrzyłam na zegar. Godzina 10:00. Jak to… Już?! O 11:00 mam samolot. Dziś wracam do Polski.
W SAMOLOCIE
-Hej słodka – usłyszałam.Obróciłam się i zobaczyłam Tomka. To mój eks. Niedawno zerwaliśmy…
*******************************************************************************************************
sorka, że tak długo nie dodaję nn, ale złapał mnie wirus i dostałam wylawu do oczu więc nie mogę zbyt długo siedzieć przed kompem. postaram się wkrótce dodać 2 rozdział ;)
Hahaha no, no nieźle. Z twoich opowiadań to wyglądało świetnie, teraz meeeega świetnie;) Czekam na nn;)
OdpowiedzUsuń